Wizyta na Kaszubach

Tegoroczny maj obfituje w naszej szkole w wyjątkowe rozrywki. Ledwo zakończyła się wycieczka klas starszych do Warszawy, a  już młodsza grupa, zapakowywana do autobusu, wyruszyła na poznawanie krajobrazu pięknych Kaszub. A było co podziwiać! Pierwszym punktem naszej wyprawy było Muzeum Kolejnictwa Polskiego w Kościerzynie. Niesamowite, ponad stuletnie  lokomotywy i parowozy zrobiły na nas ogromne wrażenie. Bardzo nam się spodobał również odnowiony, mały, kolorowy pociąg z wagonikami. Obok niego miejsce swoje znalazł również wagon z pamiątkami. Jednak największą atrakcją tego miejsca okazała się przejażdżka drezyną, napędzana siłą naszych mięśni. Po nasyceniu swoich oczu pojazdami z przeszłości przyszła pora na nasycenie swoich brzuszków. Smaczny obiad czekał na nas we Wdzydzach Kiszewskich, w karczmie „Zagość”. Po miłym i smacznym pobycie w karczmie czekało nas zwiedzanie zasadniczego punktu programu naszej wyprawy – skansenu we Wdzydzach. Obejrzeliśmy stare, kaszubskie chaty, wiatrak – młyn, cudowny, ręcznie malowany kościółek oraz budynki gospodarcze. W jednej z chat odbyliśmy warsztaty plastyczne, czyli malowanie na szkle pięknych kaszubskich wzorów. Podobały nam się bardzo nasze dzieła sztuki, jednak z powodu dużej wilgoci nie wszystkim zdążyły one wyschnąć. W domu więc niektórych czekało odrestaurowanie naszych obrazków. Największą atrakcją dnia okazała się lekcja języka polskiego. Pan Nauczyciel, uzbrojony w „dyscyplinkę” (trzcinowy kijek) i inne „pomoce wychowawcze” (woreczki z grochem) szybko zapanował nad niesfornymi ochotnikami. Nie mogło wśród nich zabraknąć Majki, Jasia, Julki i Tomka. Ale załapała się też (z powodów czysto poznawczych) Martynka. Gdy atmosfera do pracy została osiągnięta, zaczęło się dyktando. Ale żeby nie było łatwo – pisane prawdziwym gęsim piórem, maczanym w atramencie z kałamarza. Nasze doświadczenie pokazało nam jak bardzo różnią się czasy laptopów, tabletów, smartfonów i innych gadżetów od czarnych, drewnianych tabliczek, na których pisano kredą czy (nowocześniejszych już) piór gęsich. Chyba nikt z nas nie potrafiłby już wrócić do tamtych czasów…

Jak powiedział nasz Pan Przewodnik prawdziwa wycieczka jest udana, gdy wydana jest cała kasa. Tak więc po drodze chyba każdy kupił dla siebie prawdziwą pamiątkę z Kaszub: drewniane miecze i sztylety, breloczki z misiami, dziwne kolorowe „glutki”, harmonijki ustne i inne. Uciechom nie było końca!

Wycieczka – mino kropiącego majowego deszczu – była bardzo udana. Z sentymentem będą do niej wracać jej uczestnicy – dzieci i rodzice, którzy zaszczycili nas swoim udziałem w niej. W przyszłym roku będziemy zdobywać nowe rewiry. Już nie możemy się doczekać!

 Grażyna Markowska